Tlenek węgla (czad) i jak się przed nim zabezpieczyć

Nie przypominam sobie takiej zimy w trakcie, której nie usłyszałabym, że ktoś śmiertelnie zatruł się tlenkiem węgla. Właściwie gdy tylko temperatura zaczyna zbliżać się do zera ilość informacji o wypadkach związanych z czadem gwałtownie wzrasta. Choć media często wspominają o tym, że różnych tragedii można by uniknąć stosując się do kilku bardzo prostych zasad to i tak każdy kolejny sezon zimowy zbiera swoje śmiertelne żniwo. Może własnie dlatego ten bezwonny i bezbarwny gaz wzbudza we mnie taki lęk.
czujnik tlenku węgla
Nie da się ukryć, że choć tlenek węgla kojarzy się wielu osobom ze starymi piecami na węgiel to jest on produktem ubocznym każdego procesu spalania np. drewna w kominkach, gazu w kuchenkach/piecykach łazienkowych, a nawet paliwa w silniku samochodowym. Dlatego wymiana starego pieca na nowy wcale przed nim nie chroni. Muszę przyznać, że dopóki nie zaczęłam zmieniać instalacji grzewczej w moim domu zupełnie o tym nie wiedziałam. Wydawało mi się wtedy, że jak kupię najnowszy model kotła gazowego to pozbędę się problemu raz na zawsze. Miałam jednak szczęście i trafiłam na mądrego sprzedawcę, który mnie w tym względzie uświadomił. Właśnie dlatego od początku bardzo pilnuję wszystkich przeglądów okresowych instalacji, aby nie przegapić momentu w którym powinno się coś naprawić.

Jednak regularne wizyty kominiarza czy też powierzenie montażu pieca wykwalifikowanej ekipie nie zabezpieczają w 100% przed tlenkiem węgla. W końcu piec to takie samo urządzenie jak każde inne i jeśli ma się pecha to nawet regularnie konserwowane może popsuć się w dowolnym momencie. Nie inaczej jest z przewodami kominowymi, które choć drożne podczas ekspertyzy kominiarskiej to po np. kilku tygodniach mogą przecież tą drożność stracić. Są to sytuacje, których często przewidzieć się nie da, choć na pewno można ryzyko zatrucia zminimalizować.

Pewnym rozwiązaniem jest „nie szukanie oszczędności na siłę”, bo może nas to kosztować zdrowie (przy ciężkich zatruciach: uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego, niewydolność wieńcowa, zawał), a nawet życie. Mówię tu o zaklejaniu na zimę kratek wentylacyjnych, aby „ciepło nie uciekło” (fakt,  na pewno w takim pomieszczeniu bez wentylacji jest cieplej, ale nie ma też do niego napływu wystarczającej ilości tlenu, który w procesie spalania jest niezbędny) czy też stosowaniu do palenia niewłaściwego opału (śmieci, folii), a czasem po prostu kupowaniu innego niż zaleca producent, bo jest tańszy, ale bez zastanowienia się czy rzeczywiście będzie on dobrze współpracował z naszym piecem. Wśród znajomych widzę też sporą niechęć do dbania o odpowiednią wentylacje pomieszczeń w których znajdują się piece. Wiele osób (zwłaszcza gdy za oknem temperatura jest ujemna) jak ognia unika wietrzenia. Gdy ktoś kupi sobie nowe (a więc znacznie szczelniejsze od starych) okna nawet nie chce słyszeć o montowaniu w nich dodatkowego urządzenia wentylacji nawiewnej. Równie niechętnie instalowane są wszelkiej maści kratki wentylacyjne, a przecież to wszystko ma zapewnić nam maksymalne bezpieczeństwo, bo nie bez powodu czad zyskał miano „cichego zabójcy”.
detektor czadu
Pierwsze objawy zatrucia tlenkiem węgla łatwo pomylić ze zwykłym „złym samopoczuciem”, albo pierwszymi objawami grypy (o którą przecież o tej porze roku nietrudno). Dlatego jeśli poczujecie osłabienie, zmęczenie, lekki ból głowy czy też nudności to nie bagatelizujcie tych objawów, bo równie dobrze mogą one świadczyć o pewnym stopniu zatrucia czadem. Warto w takich sytuacjach poza sięgnięciem po leki także przewietrzyć pomieszczenie i upewnić się, że z urządzeniem grzewczym i instalacją jest wszystko w porządku. Oczywiście w miarę ulatniania się CO i stopień zatrucia rośnie, a objawy się nasilają. Ból głowy staje się silny i pulsujący, tętno przyspiesza, a senność staje się ciężka do opanowania. Dodatkowo pojawia się uczucie zagubienia, które może znacznie utrudnić podjęcie właściwych kroków. Jeśli nie zrobi się tego w porę to grozić nam może utrata przytomności, drgawki, zatrzymanie oddechu i akcji serca, a w konsekwencji śmierć. Na kontakt z czadem najgorzej reagują małe dzieci u których większe uszkodzenia uszkodzenie mózgu i innych ważnych organów wewnętrznych mogą wywołać nawet niewielkie ilości CO. Dlatego poza znajomością objawów zatrucia, odpowiednią eksploatacją i konserwacją instalacji grzewczej warto pomyśleć też o dodatkowym zabezpieczeniu w postaci czujnika tlenku węgla.

Urządzenia ostrzegające o zbyt wysokim stężeniu CO w powietrzu mają te zaletę, że potrafią nas poinformować o tym fakcie na długo przed tym nim sami będziemy w stanie zaobserwować pierwsze objawy zatrucia u siebie. W przeciwieństwie do nas, one czuwają także wtedy gdy śpimy, a jak wiadomo najwięcej śmiertelnych zatruć czadem ma miejsce w trakcie snu i kąpieli czyli w tych momentach w których zupełnie takiego niebezpieczeństwa się nie spodziewamy. Co ważne nowoczesne czujniki gazu poza ostrzeganiem przed niebezpieczeństwem za pomocą głośnego sygnału dźwiękowego i migającej na czerwono diodzie potrafią też wskazać nawet bardzo niewielkie stężenia tlenku węgla. Dzięki temu już na bardzo wczesnym etapie awarii pieca czy też uszkodzenia instalacji jesteśmy ją w stanie wykryć.
najlepszy czujnik węgla
Model, który ja posiadam czyli FIREANGEL CO-9D koncernu SPRUE został wyposażony w zaawansowany sensor elektrochemiczny, który dokonuje pomiarów wyjątkowo dokładnie. Wyniki prezentowane są na dużym wyświetlaczu LCD zarówno w formie prostego wykresu jak i tradycyjnie liczbowej. Pozwala to na śledzenie na bieżąco sytuacji o dowolnej porze dnia i nocy. Możliwe jest to także dzięki  zintegrowanej baterii litowej, która zapewnia zasilanie urządzeniu przez cały okres jego użytkowania czyli do 7 lat. Dla mnie jest to jeden z największych atutów tego modelu, bo zapewnia bezpieczeństwo nawet wtedy gdy zupełnie o nim nie pamiętamy, a nie da się ukryć, że przy tego typu urządzeniach, na które tylko czasem się zerka, o wymianie baterii łatwo byłoby zapomnieć. Nie są to jednak jego jedyne plusy. Mi pasują także jego niewielkie gabaryty, dzięki, którym mogę pozwolić sobie na postawienie go na łazienkowej półce. Równie dobrze mogłabym przykręcić go do ściany lub sufitu za pomocą dołączonych w zestawie wkrętów. To sprawia, że nawet w niewielkim pomieszczeniu bez problemu mogę znaleźć dla niego miejsce. Wiem, że nie każdy piec/kocioł czy kominek ma w takiej części mieszkania, która nie jest „reprezentacyjna”, dlatego poza niewielkimi rozmiarami równie ważny jest dyskretny wygląd. I ten warunek FIREANGEL CO-9D także spełnia. Zawieszony na ścianie czy postawiony na półce zupełnie nie rzuca się w oczy. Dzięki temu równie dobrze sprawdzi się jako czujnik umieszczony w tym samym pomieszczeniu co urządzenie którego pilnuje, ale także jako dodatkowy czujnik w pomieszczeniu w którym śpimy lub często przebywamy.

Co warto podkreślić to niezawodność tego urządzenia, bo nie spotkałam się nigdy z choć jedną negatywną opinią na jego temat, a sam koncern SPRUE, który stoi za jego produkcją jest jednym ze światowych liderów w produkcji detektorów dymu i tlenku węgla. Widać nie tylko po designie urządzenia, ale zwłaszcza po jego parametrach technicznych. Poza baterią, która wystarczy na 7 lat sam sygnał dźwiękowy jest tak głośny, że bez problemu wyrwie nas ze snu. Z jego usłyszeniem nie będą miały też problemu osoby starsze czy niedosłyszące, zwłaszcza, ze poza sygnalizacja dźwiękową czujnik został też wyposażony w sygnalizację świetlną. Czerwona dioda miga na tyle mocno, że nie sposób tego nie zauważyć. Równie istotny jest fakt, ze samo urządzenie będzie działać zarówno przy 40 stopniowych upałach jak i podczas 10 stopniowych mrozów. Oczywiście jest ona przeznaczone do stosowania wewnątrz pomieszczeń (w mieszkaniach, jachtach, domkach kempingowych a nawet na jachtach), ale dzięki temu ma się pewność, że w razie jakieś większej awarii, albo po prostu podczas fali upałów będzie nas chronić równie skutecznie.

Do gustu przypadło mi także to, że bez problemu można go przenieść, albo po prostu zabrać ze sobą na wakacje. Wystarczy detektor zdjąć z wkrętów (jeśli przykręcaliśmy go do ściany), albo ściągnąć z półki i zabezpieczyć jego baterię klipsem. Ten klips to dokładnie ten sam „dynks”, który wyciągamy by urządzenie włączyć po raz pierwszy. Dlatego nie warto go wyrzucać, bo nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. Równie prosta jak zabieranie ze sobą FIREANGEL CO-9D w podróż jest jego obsługa na co dzień. Po wyjęciu klipsa urządzenie jest już właściwie gotowe do użycia, a jedyne co trzeba zrobić (poza wybraniem dla niego miejsca w pokoju) jest sprawdzenie czy w 100% jest sprawne. W tym celu wystarczy nacisnąć na krótko duży biały przycisk - TEST (jedyny na urządzeniu). Zaraz po jego naciśnięciu powinien pojawić się na krótko sygnał dźwiękowy, a dioda zamigotać na czerwono. Po tym ekran powinien przełączyć się w tryb wyświetlania temperatury (co swoja drogą jest świetna funkcją dodatkową), a jeśli będziemy chcieli wrócić do ekranu z wykresem wystarczy raz jeszcze na krótko przycisnąć TEST. I to jest właściwie całą obsługa urządzenia, a jedynie trzeba pamiętać aby taki test przeprowadzać raz w tygodniu przez cały okres eksploatacji czujnika.
fireangel czujnik telenku węgla (czadu) opinia
Na piątkę z plusem oceniam też obsługę i szybkość realizacji zamówienia w sklepie czujniki.co. Jednego dnia złożyłam zamówienie, a kolejnego kurier mi je już dostarczył – tak błyskawicznej dostawy nie spotkałam jeszcze w żadnym sklepie internetowym. Co ważne ich oferta jest znacznie bogatsza i poza tym czujnikiem można znaleźć tam wiele innych równie interesujących modeli. Jeśli nie znacie się na parametrach technicznych, albo nie potraficie ocenić co tak naprawdę jest Wam potrzebne to możecie też liczyć na miłą i fachową pomoc ze strony obsługi. Ja jestem bardzo zadowolona ze sposobu realizacji zamówienie i wiem, że do tego sklepu będę zaglądać regularnie i polecać go moim znajomym.

Mam nadzieję, że mój post okaże się dla Was pomocny przy planowaniu, albo być może przy reorganizacji instalacji grzewczej w Waszym domu. Liczę na to, że spojrzycie krytycznym okiem na swoje podejście do tematu tlenku węgla i jeśli zauważycie jakieś niedociągnięcia w zabezpieczeniach to zechcecie je poprawić. Ja cieszę się, że żyję w takich czasach w których poza tradycyjnym pilnowaniem terminów przeglądów i dbaniem o odpowiednia wentylację w pomieszczeniach mogę się także wspomóc nowoczesną elektroniką w postaci czujników, bo nie da się ukryć, że one znacznie zwiększają poczucie mojego bezpieczeństwa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Dom, STRONA GŁÓWNA i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

67 odpowiedzi na „Tlenek węgla (czad) i jak się przed nim zabezpieczyć

  1. Zdecydowanie się z Tobą zgadzam i zdrowie to taki aspekt naszego życia, na którym lepiej nie oszczędzaj. Niestety w sezonie grzewczym sporo się słyszy o zatruciach tlenkiem węgla dlatego warto uświadamiać ludzi o tym problemie i podsuwać takie rozwiązania, które w prosty i skuteczny sposób mogą nas chronić.

  2. Każdy powinien mieć taki czujnik w domu!

  3. ~Strażaczka pisze:

    każdy powinien mieć taki obowiązek zakupu i zainstalowania takiego urządzenia.

    ja również posiadam takie urządzenie …

    http://skucinskaemilia.blog.pl/niedlaczadu/

  4. ~emi pisze:

    zabezpieczenie domu i rodziny w taki sposób musi być obowiązkiem. Również mam czujnik i nie wyobrażam sobie , aby go nie mieć …

  5. ~lu ciam pisze:

    Bardzo przydatna rzecz :) !!!

  6. ~PureMorning pisze:

    Warto pomyśleć nad zakupem takiego czujnika.

  7. To jest rpzerażające, ja na szczęście nie muszę sie o to martwić, ale moja najlepsza przyjaciółka ma wszytsko gazowe.. masaka

  8. A very interesting post !!! Thank you for your comment on my blog!!!

  9. To poważny problem i warto się zabezpieczyć takim urządzeniem. JEdnak jakiś czas temu mówiono o rodzinie, która miała taki sprzęt a mimo to nikt nie przeżył bo zadział za późno. Tzn. dźwięk alarmu usłyszeli sąsiedzi ale rodzina już była nieprzytomna.

  10. ~pirelka pisze:

    Kiedy wynajmowaliśmy mieszkanie mieliśmy piecyk gazowy w łazience, tyle ile stresuj się najadłam to masakra..nie mogłabym na co dzień, na zawsze mieć go w mieszkaniu. Oczywiście mieliśmy kupiony czujnik, zawsze to bezpieczniej, ale i tak czasami nie mogłam zasnąć, a obsesję miałam non stop :/

  11. ~sandicious pisze:

    taki czujnik to świetna sprawa.

  12. ~agata pisze:

    O, to rzecz w domu niezbędna, zdecydowanie :)

  13. ~coosure pisze:

    Ja podobnie jak Ty mam zdanie, że czujniki różnego rodzaju to dobre zabezpieczenie dla ludzi. Dzięki temu na pewno mniej ludzi odchodziłoby każdej zimy, bo nie ukrywajmy .. śmierć z powodu zaduszenia to coś o czym w zimie słyszy się bardzo często. Nie mam styczności z piecami, ale na wsi (np. u mojej babci) już jest i taki czujnik to dobry sposób by się zabezpieczyć :)

  14. ~Agnieszka pisze:

    Hej! co tam u Ciebie? dawno nic nowego nie dodałaś:)

  15. ~aknezz pisze:

    Dawno nic nie pisałaś. Daj znać, gdy pojawi się nowy post :)

  16. ~natalia pisze:

    Oj tak, takie urządzenie, to bardzo ważna sprawa :)

Odpowiedz na „~PureMorningAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>